Trwa batalia medialno-polityczna pomiędzy śląskością odcinającą się od polskości a resztą świata, czyli Jarosławem Kaczyńskim. Zatem chciałem przypomnieć, jak to premier Donald Tusk będąc młodym Kaszubem, zmagał się kiedyś z kaszubskością. Bo on też dawno temu przeżywał duszne rozterki na miarę młodego Wertera i utyskiwał bardzo, że polskość to nienormalność. Doświadczenia sprzed dwóch dekad z pewnością będą przydatne dla pokolenia, które na naszych oczach zmaga się z kolei ze swoją śląskością, a przyjdzie z pewnością kolej na innych – Kujawiaków, Wielkopolan, a już bankowo na zachodnich Pomorzan, którzy od zawsze byli elementem niepewnym. Niecałe dwadzieścia lat temu obecny premier opisywał swoje cierpienia w miesięczniku „Znak”.

Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, honor i ojczyzna(wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Donald Tusk musi sobie zdawać sprawę, że dzisiaj polskość na zasadzie prawdopodobieństwa musi wywoływać podobne odruchy u młodych Ślązaków, co niegdyś u młodych Kaszubów. Też się buntują na tę całą historię, geografię i te powstania, i też stają się nienormalni. Niechże Pan Premier spojrzy – zwracam się bezpośrednio do naszego multikulturowego premiera Tuska - na historię tej śląskiej krainy, toż to jeszcze większa nienormalność niż polskość! Choćby w samym dwudziestym wieku - żeby już nie wracać do rozbicia dzielnicowego, do tych wszystkich śląskich Piastów: Bolków, Kaźków i Władków.